Ostatnie zdjęcie z powrotu z urlopu:
To była tęcza na pożegnanie lata.
blog
Ostatnie zdjęcie z powrotu z urlopu:
To była tęcza na pożegnanie lata.
Jak co roku na koniec wakacji robimy tort – w końcu to urodziny Michaela Jacksona no i Kuby.
W tym roku tematem było igloo i gra internetowa Club Penguin.
Oto efekt pracy:

Jak go jedliśmy to patrzył na nas z wyrzutem.

I.
Przed moim wyjazdem na urlop przeczytałem, że Jarosław Kaczyński i Paweł Lisiecki (naczelny Rzepy – Rzepa to ostoja PiS) pokłócili się w mediach. Jeden drugiemu zaczął zarzucać, że nie ten kierunek polityki i w ogóle. Zdziwiła mnie postawa Lisieckiego. Dwa tygodnie wcześniej, prawie na kolanach, pisał artykuł pt.: „Dlaczego zagłosuję na Jarosława Kaczyńskiego”.
II.
Dziennikarze Programu 3 zbuntowali się przeciw swoim „prawicowym” (proPiSowskim – w większości z towarzystwa Rzepy i Gazety Polskiej) kolegom z Trójki właśnie. Zostali zatrudnieni bo trzeba było przywrócić równowagę w debacie publicznej i taka była racja stanu …
III.
Odwaga staniała bo widmo prezydenta Jarosława Kaczyńskiego odeszło w niebyt, a nowa Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji już zaczęła działać …
Teraz można zacząć bić się o niezależność. Niezależność swoich stanowisk …
Układ się sypnął panowie …
Wakacje to też okres nauki, zwłaszcza kiedy wdycha się nad morzem powietrze z jodem.
Moja żona poszła po gofry i wróciła bardzo zaaferowana – Gofry są z FRUŻYNĄ!
– A co to jest? – zapytałem.
– Nie wiem! – odpowiedziała.
Wrzuciłem frużynę w Google. Google wszytko wie, a jak czegoś nie ma w Google to to nie istnieje.
No więc w Google tego nie było.
Nie myślałem tu oczywiście o informacjach typu: „polska frużyna piłkarska znowu przegrała …”
Zacząłem się zastanawiać czy to nie jest przypadkiem jakiś bardzo mało znany, ale jednak miejscowy specjał.
Poprosiłem, żeby jeszcze raz żona sprawdziła i sfotografowała rzeczony punkt menu.
Okazało się, że wyraz był dłuższy i że chodzi o „frużelinę”.
Nadal nie wiedziałem z czym te gofry są.
Pomógł stary, dobry Google – frużelina to … owoce w żelu.
Zabrzmiało całkiem smacznie, a później i tak zjadłem tradycyjnego, nadmorskiego . . . kebaba.

A tu z Fredem
Wczoraj (10.08.2010) i przedwczoraj (09.08.2010) obserwowałm pikniki pod Pałacem Prezydenckim.
Raz trochę liczniejszy bo brało w nim udział ok 6 tys. osób, a raz mniej („zaledwie” tysiąc).
Wcześniej pod Pałacem przetoczyła się cała armia przedziwnych postaci: księża i harcerze (przed nimi obroniono krzyż) posłowie, gwiazdy telewizji, Elvis, klony szturmowcy z Gwiezdnych Wojen,a ostatnio widziano Spidermana, Papieża (z laską w kształcie pelikana) i … Mistrza Yodę.
Ludzie przynosili różne transparenty („Zostawcie kżyża mjastu” (pisownia oryginalna) czy „Uwolnić Paris Hilton”, „Mi płaci Moskwa”).
Zauważyłem, że środek ulicy zawsze jest odgrodzony barierkami, a poza nimi stoją policjanci.
Wobec tak piknikowej atmosfery ośmielam się dodać kilka pomysłów:
1. Postawmy na dziedzińcu Ministerstwa Kultury namiot cyrkowy;
2. Na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego wesołe miasteczko;
3. Za barierkami budki z hotdogami i napojami;
4 W środku też za barierkami plac zabaw dla dzieci (tuż przy policji) będą bezpieczne – dzieci będą wydawane za okazaniem wcześniej wydanej karteczki.
Przy takiej infrastrukturze wszyscy znajdą coś dla siebie.
A Prezydent?… zapytacie. On i tak teraz ma siedzibę w Belwederze, bo w Pałacu Prezydenckim jest remont (najbliższe 4 miesiące).