Kącik multimedialny urządzony kilka tygodni temu. Kot (Zuźka) pomimo dodania kilku gadżetów jak półki, książki, płyty, słuchawki, zestaw pilotów, puste butelki po gruzińskim winie jeszcze bardziej się zadomowił. Doszło do tego, że po oparciu się plecami kot dalej leży na poduszce i ani myśli się ruszyć z miejsca.
Archiwa
bookmark_borderMatura i marzenia
Na początku chciałem zostać weterynarzem, później, krótko inżynierem i w końcu od drugiej klasy liceum (obecnej pierwszej) prawnikiem, a w międzyczasie chciałem jeszcze zostać didżejem. I może własnie dlatego wybrałem klasę o profilu matematyczno – fizycznym i „zgodnie” z profilem zainteresowałem się humanistycznym prawem.
Zdawałem „starą” maturę.
Moja próbna z języka polskiego wypadła fatalnie na ocenę mierną (obecnie dopuszczającą) z minusem.
Profesor Teresa Kozłowska, matematyczka i wychowawczyni mojej klasy pokłóciła się z polonistką, bo jak się okazało połowa klasy w ogóle nie zdała próbnej matury, prawie druga połowa „zaliczyła” tak jak ja na mierną, oraz chyba tylko 4 osoby z 34 otrzymało wyższe oceny. Dla naszej wychowawczyni był to szok. Dla nas też. Największy chyba jednak dla, już niestety nieżyjącej, profesor Wiery Maliszewskiej.
Na maturze zdawałem język polski, rosyjski oraz historię – takie same przedmioty, które musiałem zdawać na egzaminach na prawo.
Na maturze z historii „poszło ” mi rewelacyjnie. Jednak do dzisiaj uważam, że matura z historii w kształcie, jaki zdawałem była zupełnie bezsensowna. Pisanie historycznego eseju na temat polityki Jagiellonów bez żadnych materiałów i źródeł było pomysłem niedorzecznym.
Profesor Moździerska nam powtarzała: jak usłyszycie tematy to pierwsze pytanie jakie sobie zadacie powinno być następujące: czy mam taką ściągę? Jeśli odpowiedź będzie negatywna to drugie takie samo pytanie należy zadać sąsiadowi. Jeżeli odpowiedź negatywną otrzymasz od sąsiada to zastanów się jak zdać maturę w następnym roku. Jak więc widać historyczka także uważała to za bezsens – chociaż proponowała przygotowanie „materiałów i źródeł”.
Po ustnym egzaminie z języka rosyjskiego profesor Irena Stojak stwierdziła, że ty Łobko to masz farta, wylosowałeś do odpowiedzi rewelacyjne tematy.
Wspomniana wyżej profesor Kozłowska, na naszym ostatnim pożegnalnym spotkaniu klasy B – rocznik 1989 – 1993 – z rezygnacją obiecała, że już nigdy nie będzie wychowawczynią żadnej klasy. Wtedy to dla nas był komplement. Tak byliśmy „wyjątkowi”. Dzisiaj po 19 latach myślę, że miała nas po prostu dość. Byliśmy źródłem radości, mniej lub bardziej śmiesznych zdarzeń, a przede wszystkim kłopotów. Zgodnie z życzeniem, które wypowiedziała Profesor Kozłowska w 1989 r. kiedy byliśmy w pierwszej klasie. Chciała mieć klasę podobną do tej z filmu Magdaleny Łazarkiewicz „Ostatni Dzwonek”. No i niestety miała.
Po maturze postawiłem wszystko na jedną kartę. Prawo. Nie zostawiłem sobie alternatywy w postaci drugiego kierunku. „Złożyłem” papiery na tylko jeden wydział w Białymstoku. Chociaż nie – wtedy była alternatywa – wojsko. Armia z powszechnego i obowiązkowego poboru.
O zostaniu menedżerem nigdy nie myślałem. Dlatego, że na studiach prawniczych menedżerki nie uczą, a wchodzące wówczas studia MBA były kosmicznie drogie – no i dlatego poza moim zasięgiem.
Dziś na ścianie w gabinecie wisi mój dyplom MBA i Wydziału Prawa UwB.
Drodzy tegoroczni maturzyści jak widać marzenia się spełniają, a matura jednak jest do zdania. Życzę wam w maju powodzenia, a teraz myślę, że czas najwyższy – jeżeli nie zacząć się uczyć – to przynajmniej zlokalizować gdzie są książki i zapytać kolegów czy mają ściągi. Warto chociaż raz je przeczytać.
A ja kończąc myślę już o tym jak wieczorem sobie „pomiksuję” jak didżej i pogłaszczę swoje koty jak weterynarz.
(MŁ)
bookmark_borderKlimaty
bookmark_borderOtwarcie sezonu
Wiosna nadchodzi dużymi krokami. Słońce świeci coraz wyżej. Zmiana czasu już za nami. Dzień jest dłuższy, ale o szóstej rano jakoś tak ciemniej się zrobiło.
Czas najwyższy na zmiany, bo natura zaczyna się zielenić i jak to na wiosnę warto zrobić cos nowego. Ja w ubiegłym roku w ramach uprawiania sportu wybrałem golfa. Jak się okazało nie jest to dyscyplina sportu, w której nie potrzeba żadnego wysiłku fizycznego. Przy jednej grze trzeba spędzić jakieś 5 godzin na świeżym powietrzu i przejść jakieś 4 – 5 km. Nie mówiąc już o tym, że trzeba jeszcze pomachać kijem pozginać się do piłeczki, czy przybrać właściwą pozycję.
Chociaż po partyjce golfa niewielu wygląda na wyczerpanych fizycznie – bo wysiłek jest rozłożony na kilka godzin to jak się okazuje ilość spalonych kalorii dorównuje, ba nawet przewyższa ilość kalorii spalonych w czasie meczu piłki nożnej, tenisa czy rugby.
W trakcie jednego meczu golfowego spala się jakieś 1800 kalorii, przy piłce nożnej i rugby 1200, a 1,5 godzinny tenisowy mecz singlowy to „zaledwie” 960 kalorii.
Te wszystkie porównania i statystki świadczą o tym, że golf nie jest sportem dla leniuchów.
Ostatnio usłyszałem uwagę, że mam nie wspominać o golfie, bo to dyscyplina sportu źle się kojarząca.
A ja uważam, że Golf to nie dla typków spod ciemnej gwiazdy. Znam co najmniej 3 osoby grające w golfa, żadne z nich nie jeździ najnowszym BMW i nie ma wielkiej willi z basenem na Florydzie. Są normalnymi mieszkańcami naszego miasta. Nigdy nie widziałem na polu niejakiego Mira ;), ani Czerkawskiego, który też grywa. Nie odnotowałem też kontaktów z Tomaszem Iwanem – byłym piłkarzem, obecnie biznesmen. Widziałem go dwa razy na polu, ale nie rozmawiał ze mną o interesach. W ogóle na siedemdziesięciu hektarowym obszarze bardzo jest trudno znaleźć biznesmena.
Wreszcie golf to nie „lansik” z kijaszkiem w ręce. Większy „lansik” to motolotnie czy skakanie z banji. Trudno się lansować gdzieś, gdzie po horyzont jest trawa i może kilka sylwetek golfistów majaczy w oddali. Oczywiście w trakcie gry jest czas na rozmowy z partnerem, z którym się umówiłeś na grę. Ja na polu golfowym zwykle jestem z synem i gadamy. O różnych sprawach. O szkole, o nauce, o grach, telefonach, a ostatnio o harmonijce ustnej.
Łączę, więc przyjemne z pożytecznym. Przebywanie na świeżym powietrzu, integracja z dziećmi jak i spalanie kalorii. Czuję się spełniony, no może po tym wszystkim można by było rozpalić grila ;).
A więc sezon golfowo- grillowy uważam za rozpoczęty.
Marcin Łobko
bookmark_borderAch te koty …
bookmark_borderSezon golfowy rozpoczęty
bookmark_border24.03.2012
bookmark_borderHans Solo – Polak Wyjątkowy Song
One shot teledysk – ale ta muza i …
bookmark_borderBaby są jakieś inne
Film drogi według Koterskiego. Kolejny epizod z życia Adasia Miauczyńskiego. Akcja – przepraszam brak akcji – toczy się w czasie nocnej jazdy samochodem. I jak to w polskim filmie nie dzieje się nic. Jedzie dwóch facetów i jak to faceci rozmawiają o … wydawałby by się o kobietach – babach. Przerysowanych, męskich, dominujących, wyemancypowanych, walczących feministkach, stereotypowych, silnych, zmiennych, grających nie fair i co najgorsze bez zasad. Tymczasem to rozmowa o facetach – słabych i nieprzystosowanych …
W trakcie tej nocnej jazdy i niekończącej się rozmowy Koterski daje popis mistrzostwa w pisaniu dialogów. Charakterystyczny sposób prowadzenia narracji, zabawy językiem od samego początku nie dają zapomnieć o twórcy filmu, bo przecież autorem scenariusza jest Adaś Miauczyński.
Znakomite role Adama Woronowicza i Roberta Więckiewicza. Klimat filmu – miejscami absurdalnie Lynchowski, miejscami przypominający rzeczywistość. Przez połowę filmu kojarzył mi się z prowokacyjną wypowiedzią „ministry” Joanny Muchy.
Wydaje mi się, że film zdecydowanie nie dla kobiet. Chociaż nie lubię na filmach się męczyć to zdecydowanie polecam. (ml)
bookmark_borderPrzesilenie wiosenne
Jest 21.15 a ja jeszcze nie mam felietonu. Miał być gotowy do 20.00 i nic. Przesilenie wiosenne powoduje u mnie absolutną bezsilność. No, ale cóż – cykl wydawniczy jest bezwzględny. Jak zwykle nie wiem o czym napisać i jak zwykle nie wiem jak zacząć, a do tego co by tu napisać żeby głupoty nie palnąć.
Kilku już się ostatnio zdarzyło, a ja nie chcę do nich dołączyć. A że okres prawie bez wydarzeń to głupota bardziej widoczna i szerszym echem się odbija.
A więc tak – znacie niejakiego Jaime Alguersuari? Nie? Ja też go nie znam. To podobno kierowca Formuły 1. Właściwie – były kierowca – bo w tym roku wypadł ze składu teamu i już nie jeździ. Jaime Alguersuari w tym roku komentuje w TV i na konferencji prasowej stwierdził, że ze zdrowiem Kubicy jest źle, że nie potrafi pić za pomocą prawej ręki, nie jest w stanie podnieść szklanki. Wydaje mu się, że uraz Kubicy jest gorszy niż przewidywano. W sumie wiadomość porażająca. Kubica poza Formułą 1!
Tylko kim jest Jaime Alguersuari dla Kubicy. Nikim!
Jak się okazało po rewelacjach byłego kierowcy F1 następnego dnia dotarła wiadomość o tym, że Kubica testował samochód WRC. No wiec jak to jest? Nie może podnieść szklanki, a jeździ samochodem rajdowym?
Jak się nie ma o czym mówić na konferencji prasowej to mówi się o tym co ślina na język przyniesie.
I tak ostatnio – w sobotę ślina poniosła na języki wiadomość. Powielano ją i telefonicznie i smsowo i ustnie. Chociażby w sklepie, czy w miejscowej gazecie, która pisała, że „przychodzi jedynie zaprzeczenie” newsa. Wiadomość była na tyle ekscytująca, że znali ją prawie wszyscy mieszkańcy Płońska.
Jak się okazało niczego nie podejrzewający bohater plotki wrócił z pielgrzymki do Częstochowy i zupełnie niewinnie udał się na spoczynek. Burmistrz Pietrasik ani minuty nie spędził w areszcie, a jedynym jego przewinieniem było to, że nie odbierał telefonu. Jak sądzę burmistrz też człowiek i też potrzebuje chwili wyciszenia – zwłaszcza w Wielkim Poście.
Plotka pewnie spełniła swoją rolę jaką miała spełnić – burmistrz przecież nie będzie dementował, a właściwie afiszował się, że jest na wolności bo to stan normalny. Błotko pewnie się przyczepiło i trudno je będzie wyczyścić.
Ale dosyć tej głupiej paplaniny, bo się wygadam, że w jednej z płońskich drużyn piłkarskich źle się dzieje i że odwiedził ją komornik. A w ogóle, jak mniemam, to nic nie ma wspólnego z plotką o Pietrasiku, a z Kubicą to już na pewno nie – przecież nie można grać ręką!
22.43. Koniec.
Marcin Łobko






