bookmark_borderDrugie życie


drugie-┼╝ycieKsiążkę kupiłem za 14.99 w płońskim Marc Polu. Kupiłem, bo chciałem coś przeczytać. Autor – Marcin Wolski jest znany nie tylko z książek, ale przede wszystkim występów telewizyjno – radiowych. I tak jak nie lubię słuchać i oglądać Wolskiego, tak uwielbiam go czytać.

Książkę przeczytałem w 3 dni leżąc na plaży po 3 godziny. Pierwsze osiemdziesiąt stron niestety nie zachęcało do dalszej lektury.

Główny bohater Antoni Jurkowski dogorywa w prowincjonalnym szpitalu. Często się słyszy, że trzeba go wypisać, aby nie zajmował miejsca innym jednak nikt nie interesuje się jego losem i nie ma gdzie go odesłać. Czekając na śmierć analizuje swoje życie, które było po prostu nieszczęśliwe. Przypomina sobie osoby i zdarzenia aż pewnego dnia wszystko się odmienia. Personel szpitala zaczyna o niego dbać, zmienia mu sale na jednoosobową, dostaje wszystko co najlepsze. Zmianę tę powoduje wizyta Murzyna – adwokata, który przenosi informację o gigantycznym spadku.

Od tej pory życie podobne do przygód Obywatela Piszczyka zamienia się w te rodem z filmów o Jamesie Bondzie.

Pojawiają się piękne i niebezpieczne kobiety, samochody, wille, hotele, samoloty i skrytobójcy.

Mamy tutaj nie tylko trzymającą w napięciu akcję, która – dodajmy – rozgrywa się również w tak lubianych przez nas egzotycznych miejscach świata, ale i dziejącą się na naszych oczach historię, w którą wprzęgnięte są losy głównego bohatera i pozostałych postaci. A wszystko kręci się wokół odwiecznych tematów: miłości, młodości, życia i śmierci.

bookmark_borderProdukt jednorazowy

Lato, lato i już po urlopie. Niestety.

Udało nam się w tym roku oszukać system. Zawsze, kiedy jeździliśmy nad polskie morze było zimno lub lało. W tym roku pojechaliśmy nad morze nie na tydzień, a na dwa. I udało się.

Pierwszy tydzień było zimny, drugi zaś słoneczny i dało się poleżeć na plaży. Nie utopiliśmy samochodu tak jak miało to miejsce w ubiegłym roku, również jak na razie nie dostałem żadnego mandatu. Chyba, że jak zwykle z Bobolic przyjdzie propozycja żeby wnieść opłatę do kasy miejskiej w wysokości 300 zł, a jak nie to -200 zł i 6 punktów karnych podzielę się z państwem polskim (w tym przypadku wzbogaciło się państwo).

Dlaczego na wakacjach częściej niż zwykle mam wrażenie (a zdarza mi się to bardzo rzadko), że większość osób, które spotykam na drodze chce mnie oszukać i wyciągnąć kasę? Może naprawdę turysta to produkt jednorazowy. Przyjedzie, zapłaci półtora razy więcej i zniknie?

Dlaczego kupując chleb na ulicy jakiegokolwiek morskiego kurortu słyszę, że jest dobry, naturalny, bez polepszaczy, a jak tylko się go dotknie to od razu można wyczuć, że oprócz polepszaczy nie ma w nim nic więcej?

Nie piszę już o naciągaczach żerujących na dzieciach sprzedających badziewne, niedziałające zabawki. Tu szkoda słów, palców, monitora, papieru etc.

Co do mandatów ostatnio odnoszę wrażenie poparte z resztą publikacjami, że gminy i państwo zaczęły traktować opłaty za mandaty jak normalny przychód. Zaczęły się kombinacje związane z powiększeniem tego przychodu. Słyszałem, że minister finansów chce prawie półtora miliarda przychodu z mandatów, a gmina Biały Bór w Zachodniopomorskiem (leżąca obok wspominanych wcześniej Bobolic) planuje, że 20% dochodu budżetu gminy to będą mandaty. Biały Bór chyba rzeczywiście nie ma nic do zaoferowania (z wyłączeniem zdjęcia z wakacji z fotoradaru lub zaproszenia do sądu grodzkiego), bo turyści się tam nie zatrzymują, na tere miasta wszędzie znaki z ograniczeniem prędkości do 40, a czasami nawet do 30 kilometrów na godzinę. Minister finansów zaś kupuje następnych 300 radarów.

Oczywiście wykroczenie nie powinno się opłacać. Nikomu nie powinno się opłacać! Ani dla kierowcy, ani dla gmin czy państwa. Mam postulat do rządu, może też do posłów zaplanujcie w jednej z nowelizacji prawa o ruchu drogowym, aby pieniądze z mandatów nie szły na cokolwiek. Niech idą na konkretnie ściśle określone zadania. Niech będą one zgromadzone w oddzielnych funduszach gminnych, czy państwowych i niech pójdą one tylko i wyłącznie na budowę nowych, lepszych i szybszych dróg. Niech drogi będą bezpieczne i bez ograniczeń, aby nie trzeba było łapać w pułapkę ograniczeń kierowców.

Chyba, że kierowca to produkt jednorazowy przeznaczony jedynie do płacenia mandatów w trakcie jazdy po kiepskich i zużytych drogach.

bookmark_borderKiedy odejść

Kilka lat temu rozmawiałem z nauczycielką uczącą dzieci w szpitalu. Rozmawialiśmy o ludziach sukcesu, bankowcach, którzy awansowali stając się pracownikami banków w Londyńskim City.

Jeden z nich były wykładowca, doktor nauk ekonomicznych po kilku latach spędzonych w Anglii postanowił wrócić do Polski. Rozstał się z wielką firmą ze stanowiskiem menedżerskim oraz dużymi jak nam się wydawało pieniędzmi. Wrócił tu i wznowił wykłady jako wykładowca.

Pamiętam, że moja rozmówczyni była zafascynowana takim krokiem. Wyjęła z torby wycinek z prasy i dała mi do przeczytania.

Na mnie ten artykuł jakoś słabo zadziałał, tylko zapytałem moją rozmówczynię ile razy zmieniała pracę. Jak się okazało nigdy.

Kilka – kilkanaście razy zmieniałem pracę. Raz praca zmieniła mnie. W związku z tym zmiany firm oraz pracodawców zacząłem traktować jako naturalne.

Zmiany jak dla mnie zawsze okazywały się na lepsze.

Kiedy menedżer – pracownik zaczyna czuć, że praca nie daje pożądanego skutku prawie zawsze trzeba coś zmienić – np. szefa.

Zmiana szefa może polegać na zmianie pracy lub doprowadzenie do tego, aby szef odszedł. Ten drugi wariant jest dosyć trudny – ale znam co najmniej jeden przypadek takiego rozwiązania.

Działo się to w już nieistniejącej telewizji Telewizja Familijna, gdzie dziennikarze nagrali jak ich szef po prostu się nad nimi znęcał i przekazali informację do rady nadzorczej. Szef – prezes następnego dnia odszedł.

Ja postanowiłem odejść z TBS w Płońsku, kiedy dowiedziałem się, że do banku udzielającego kredyt regularnie są przysyłane donosy i to przez dwóch konkretnych radnych. Postanowiłem, że nie będę się kopał z koniem. I wtedy nadeszła bardzo dobra propozycja objęcia lepszej i spokojniejszej posady.

Na zakończenie anegdotka

W ubiegłym tygodniu koleżanka z którą dojeżdżam do pracy na widok olbrzymiej twarzy burmistrza Sadowskiego z Raciąża na pierwszej stronie Extra zapytała czy przypadkiem nie powinien on mieć czarnego paska na oczach?

Bardzo zdziwiony odpowiedziałem, że oczywiście, że nie. Wprawdzie ma duże kłopoty, bo nie otrzymał absolutorium, a nie kogoś zabił. I tak skoczyła się nasza rozmowa o polityce lokalnej.

bookmark_borderCo z tą Tęczą? Czyli uderz w stół, a „trener” się odezwie.

Jestem zmuszony odpowiedzieć jednemu „wieloletniemu trenerowi” bez licencji (?) czepiającego się mojej przeszłości menedżerskiej w jednej z miejscowych gazet.

W gazecie pisze pan o mnie, a nie o tym jak to się stało, że podobno trenowani przez Pana zawodnicy nie otrzymywali wynagrodzeń. Chociażby Pan Sławomir Jóźwiak, który wygrał w sądzie jakieś 10 tysięcy złotych należnego wynagrodzenia. Moi pracownicy zawsze mieli wynagrodzenie na czas, a dlaczego pana zawodnicy nie? Dlaczego Pana zawodnicy żeby otrzymać uczciwie zarobione pieniądze niezbędne do życia musieli iść po nie do sądu? Gdzie Pan był Panie „trenerze”? Interesował się Pan tym? Czy interesuje Pana wszystko (w tym ja), a nie Pana zawodnicy?

Pisze Pan w jednej z gazet o długach i nie tłumaczy Pan jak to się stało, że w Tęczy jest komornik, a w spółce przez Pana wspominanej nigdy nie był.

Atakuje mnie Pan mnie osobiście, a ja muszę stwierdzić, że w żadnej z czterech spółek, w których byłem członkiem zarządu lub prezesem nie było komornika i wszystkie do dzisiaj działają. I nie będę się z tego tłumaczył, bo wszystkie organy korporacyjne spółek udzieliły mi absolutoriów.

Pisze Pan o wszystkim tylko nie o długach Tęczy i nie tłumaczy, dlaczego jest bliska upadku. Bo to między innymi Pan powinien się z tego tłumaczyć.

W końcu może nadarzy się okazja, bo dane, które otrzymaliśmy od mieszkańców Płońska zostały ostatnio przekazane do organów ścigania w różnych miejscach województwa mazowieckiego.

A tak prywatnie Panu powiem – ma Pan serce do walki i kocha pan piłkę, więc niech się Pan zajmie Tęczą na poważnie, jako osoba decydująca i pozyskująca sponsorów. Może wtedy będzie dużo lepiej dla Pana Panie Robercie jak i dla Tęczy. Tego prywatnie Panu życzę.

bookmark_borderCo z tą Tęczą?

Tęcza Płońsk i Błękitni Raciąż zamienili się miejscami w ligach. Tęcza spadła – Błękitni awansowali. Tęcza ma kilkukrotnie większy budżet niż Błękitni, więc jak to się dzieje, że wyniki mają gorsze?

Co się dzieje z Tęczą?

W felietonie będzie więcej pytań niż odpowiedzi, bo nikt nie wie jak jest naprawdę.

Nie byłoby tego felietonu, bo piłka nożna mało mnie interesuje.

Nie byłoby tego felietonu gdyby nie to, że burmistrz wydał oświadczenie, że nie może przekazać Tęczy sześćdziesięciu tysięcy złotych na organizację zajęć dzieciom, gdyż od razu przejmie je komornik. Urząd Miejski nie może przekazać środków, bo wie, że beneficjent nie przeznaczy ich na szkolenie tylko na spłatę długów. O zamiarze wejścia komornika do Tęczy pisałem klika miesięcy temu.

Nie byłoby tego felietony gdyby nie tajemnicze zachowanie prezesa Tęczy na Sesji Rady Miejskiej, chociaż właściwie trudno powiedzieć o zachowaniu. Radni chcieli wysłuchać informacji o klubie piłkarskim. Nie wysłuchali. Prezes Tęczy pół godziny przed posiedzeniem przyniósł pismo, po którym punkt o Tęczy został zdjęty z porządku obrad. Jednocześnie poprosił o to, aby o publicznych pieniądzach, które miałaby otrzymać Tęcza rozmawiać niepublicznie.

Nie było by tego felietonu gdyby nie plotki, że Tęcza jest podobno zadłużona na 200 – 300 tysięcy i że ZUS jest nieopłacony?

Wreszcie nie pisałbym nic na ten temat gdyby nie to, że podobno jeden z piłkarzy wygrał w sądzie dziesięć tysięcy złotych swojego zaległego wynagrodzenia?

Nie łączyłbym wszystkiego co wyżej opisane z pogłoskami sprzed kilku lat, że podobno trener Tęczy zarabiał ponad 4000 zł?

I pewnie nie pisałbym felietonu z dużą ilością znaków zapytania gdyby to niejawne spotkanie kilku radnych z Tęczą doszło do skutku. Wtedy być może wiedzielibyśmy na pewno czy Tęcza zagra w następnym sezonie? Czy przypadkiem za chwilę nowe stowarzyszenie nie poprowadzi nowej Tęczy w nowych rozgrywkach?

bookmark_borderZ drugiej ręki

Ci którzy mają już jedną książkę w domu i nie rozumieją tego dowcipu niech nie czytają dalej ;).

Lubię kupować z drugiej ręki. Lubię wydawać mniej pieniędzy chociaż wydawanie ich nie leży w mojej naturze. Nie będę pisał o oszczędzaniu bo wydawanie mniejszej ilości pieniędzy to nie oszczędzanie!

Czy państwo też łapiecie się na tym, że stajemy się ofiarami bezwzględnego władztwa reklamy?

Czy zadawali Państwo kiedyś pytanie: „ile masz darmowych minut w abonamencie”? Albo „Zaoszczędziłem. Wydałem wszystkie swoje pieniądze, ale warto było, bo za tę samą wersję zapłaciłbym więcej.” Podczas gdy oszczędzanie to zbieranie pieniędzy na określony wydatek lub ograniczanie się w korzystaniu z czegoś; żyć, nie trwoniąc pieniędzy. A jeśli chodzi o darmowość w płatnym abonamencie nie będę się rozpisywał.

Wracając do tematu „drugiej ręki” w poprzednim roku odkryłem książki z drugiej ręki. Przy średniej cenie za nową książkę 39 zł te używane to darmocha. Ponieważ znalezienie w Płońsku antykwariatu graniczy z cudem trzeba sobie radzić inaczej. Oczywiście można korzystać z biblioteki, ale co jeśli lubicie Państwo mieć swoje własne książki? I tu uważam swoje ubiegłoroczne odkrycie za rewolucyjne.

Otóż odkryłem Allegro z książkami. Pan Tadeusz kosztuje 2 zł, najtańszy Sapkowski 6 zł, Harry Potter 5 zł, a mój ulubiony Bułyczow 1,60 zł plus koszty przesyłki. Zdarzyło mi się kupić sześćdziesięcioletnią książkę za 2 złote i było to „W oparach Absurdu” Słonimskiego i Tuwima. Rewelacja. Prawda?

Jest niestety też wada takiego kupowania, ale tylko jedna – niestety do przesyłek nie dodają półek, a to jest największy problem!

Marcin Łobko

bookmark_borderJa tylko na chwilę

Odwołuję moje słowa o przyzwoicie grającej naszej drużynie narodowej piłki nożnej.
Polska reprezentacja wcale mnie nie zawiodła – może, dlatego że niczego się po niej nie spodziewałem.
W ostatnim meczu grali przyzwoicie 20 minut, później się słaniali po boisku. Jak się okazało – ich przygotowania pochłonęły 12 mln złotych. Każdy dzień pobytu w Hotelu Hyatt w Warszawie kosztował trzydzieści tysięcy. Żadna inna reprezentacja tyle nie kosztowała. Cała reprezentacja (grający jak i niegrający) dostanie dwa miliony dwieście tysięcy złotych do podziału. Czyli po sto tysięcy na głowę za tydzień pracy. Mam nadzieję, że strzelcy bramek dostaną więcej – reszta nie zasłużyła. No może jeszcze Tytoń powinien dostać trochę więcej za obronionego karnego. Mało tego, Smuda dostanie dodatkowo półtora razy tyle, co zawodnik. Za ostatnie miejsce w grupie? Czy to jakaś nagroda? Wszystko to oprócz normalnej pensji trenera. Przy czym zaznaczam, że zawodnicy nie dostają pieniędzy za granie w reprezentacji. Oni dostają tylko nagrody ;).
Nasi reprezentaci sprawiali wrażenie, że wpadli na chwilę – 7 dni, na góra dwadzieścia minut intensywnej pracy w każdym spotkaniu. Później tylko do kasy i na wakacje.
Tak jak niektórzy kierowcy. Kierowcy klasy – ja tu tylko na chwilę – zaraz odjeżdżam. W ostatni weekend wpadł do nas mój szwagier zaparkował do blokiem. Wchodząc zapytał czy jeżeli „przytulił się” tak do bloku samochodem na wjeździe na parking to czy ktoś będzie miał przeciwko temu. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że gdym ja wjeżdżał na parking i ktoś tak parkował „obsobaczyłbym” go od dołu do góry. Ale na szczęście nie wjeżdżałem.
Natomiast w ostatni poniedziałek nieszczęście miał kierowca parkujący tak samo. Nie! Właściwe gorzej, bo na parking nie dało się wjechać. Kierowca – ja tu tylko na chwilę – musiał wejść do sklepu. Zaparkować na wjeździe, chociaż na parkingu pod blokiem oraz pod sklepem było pusto. Nie da się zaparkować normalnie, nie da się podejść do sklepu 30 metrów. No nie da się podejść zwłaszcza dla kierowców – ja tu tylko na chwilę.
Wjeżdżałem na ten zablokowany parking wioząc ze szpitala sąsiadkę z dzieckiem, któremu zszywano rozbitą głowę. Zanim je obsłużono na szpitalnym oddziale ratowniczym najpierw wysłano je na oddział, który właśnie przestał pracować gdyż właśnie minęła osiemnasta. Następnie wysłano je na inny oddział, który został w sobotę przeniesiony gdzie indziej. Na zakończenie młody lekarz stwierdził, że w zasadzie to on nie ma obowiązku jej pomóc. Ale później litościwie jednak zszył ranę.
Pewnie był tam tylko na chwilę. Następnie do kasy – po naprawdę dobre pieniądze i do domu.
Nie wiem czy Państwo się zorientowali, że SŁUŻBA zdrowia jakiś czas temu się skończyła. Od momentu, gdy pracuje się w niej za naprawdę dobra „kasę”. Służba to służba. A jak za kasę to jest się tylko pracownikiem najemnym z odpowiedzialnością przed kimś, kto za to płaci. Chyba, że jest się tutaj tylko na chwilę.

bookmark_borderCzy to już bandyci?

Miałem nie pisać o Euro 2012 bo piłka kopana nie bardzo mnie nie interesuje. Nie jest całym moim życiem. Nie biorę urlopów na mistrzostwa, a w lidze mistrzów nie wiem kto gra.

Kilka dni przed Euro BBC nadało „dokument” o polskich stadionach nienawiści. O ekscesach z rasistami i co gorsza z antysemitami. Kilka dni później wyszło na jaw, że „dokumentaliści” BBC umieścili w reportażu tylko te wypowiedzi, które im pasowały do postawionej w tytule tezy. Okazało się, że pochlebne wypowiedzi zawodników z Izraela grających w Wiśle Kraków nie pasowały do „dokumentu”, więc je po prostu wycięli.

Jak donoszą nasze media w BBC non sto pokazują, jakie wystąpienia antysemickie rasistowskie czy bandyckie mają miejsce w trakcie Euro. Może, dlatego, że ich piłkarze nie zagrali lepiej niż nasi. Więc można ponarzekać na inne okoliczności.

Połowa Europy bała się naszych bandytów na stadionach, połowa Europy przestrzegała przed nimi. Połowo Europy się zawiodła, chociaż podobno cytując za wiadomościami Onetu „Najgorsza zmora UEFA – rzeczywistością”, „plama na turnieju”, „mdły posmak Euro” – tak światowe media oceniają wtorkowe wybryki pseudokibiców związane z meczem Polska -Rosja. Podkreślają jednocześnie znakomitą, wspólną zabawę kibiców na stadionie i w Strefie Kibica.

O płońskiej strefie kibica też miałem nie pisać, gdyż pomimo tego, że podobno jesteśmy patronem medialnym trudno szukać naszego logo w materiałach promocyjnych. Na plakatach jest jakaś bliżej nieokreślona Extra – ale to nie nasze logo. Z resztą może to tamte Extra jest patronem medialny?

Ale do „ad emu” jak mawiał jeden z moich wykładowców. W Płońskiej strefie kibica w trakcie meczu Polski z Rosją nie wszyscy się dobrze bawili. Nie – właściwie wszyscy – tylko nie w jednym czasie. W trakcie, gdy jedni z uwagą śledzili, co się dzieje na ekranie czekając na druga połowę meczu inni na razie nieznani sprawcy szykowali sabotaż. Ktoś wyłączył zasilanie na scenie oraz projektorze. W tym samym momencie w stronę sceny poleciały kamienie, butelki jak również niewybredne słowa łącznie z niezbyt pochlebną opinia o burmistrzu. Można nie lubić burmistrza bo to demokratyczny kraj, ale to nie powód aby uniemożliwić zabawę innym?

Czy to już bandytyzm – pewnie zdania będą podzielona, ale mnie się wydaje, że od tego może się zaczynać.

Pamiętajmy, że wszyscy jesteśmy gospodarzami i chciałbym, aby wszyscy czuli się jak u siebie w domu. Chciałbym żeby w czasie największej imprezy sportowej jaką kiedykolwiek nasz kraj organizował oraz w trakcie gdy nasi piłkarze grają pierwszy raz od dwudziestu lat przyzwoicie większość z nas zachowywał się przyzwoicie.

Mam nadzieję, że reszta turnieju ty w Płońsku jak i na głównych arenach będzie przebiegała bez większych ekscesów. I czeka nas jeszcze tylko kilka tygodni z newsami takimi jak na obrazku.

Trzymajmy się

bookmark_borderDziś na wyjazdowo

Nasze „szybkie” wypady do szpitala do Warszawy zawsze kończą się tak samo. Jeździmy co trzy miesiące od sześciu lat. Zawsze jesteśmy umówieni na konkretna godzinę. Jednak pomimo tego i gdy jesteśmy o czasie w przychodni nigdy nie możemy wejść normalnie do gabinetu.

Kiedy powinniśmy być na ósmą w przychodni musimy wyjechać wcześniej z Płońska. Jednak, jeżeli wyjedzie się o 6.30 to w szpitalu jesteśmy o 7.30, ale wtedy jeszcze nikt nie przyjmuje. Jeżeli zaś wyjedzie się około siódmej to na miejsce docieramy o dziewiątej. To jakaś kwadratura koła jest niestety. Korki zabijają Warszawę i to każdy wie. Nowe inwestycje wcale nie zmniejszają zatorów, a szkoda, bo to fajne miasto.

Badania, które były wcześniej umówione na konkretną godzinę zawsze są później. W związku z tym nie wiem po co są zapisy!

Z drugiej jednak strony lekarze, pielęgniarki i pozostały personel starają się jak tylko mogą. Mają czas, wiedzę i doświadczenie oraz podejście do pacjentów. Nie jakieś tam rutynowe – naukowe.

Pracują w fatalnych warunkach. W starym sypiącym się szpitalu akademickim – właściwie teraz uniwersyteckim (nie wiem, kto wymyślił zmianę nazw, ale skutecznie zabił tradycję nazywania szkół medycznych akademiami). Chociaż trzeba przyznać, że wewnątrz coś się zmienia, poszczególne oddziały są sukcesywnie remontowane. Uważam jednak, że daje to mniej więcej taki efekt jak ustawienie porcelanowego sedesu w drewnianej sławojce u babci za chatą na wsi.

Zwykłe badanie kontrolne polegają zwykle na czekaniu i kończą się powrotem w późnych godzinach wieczornych. Może i dobrze zawsze można znaleźć czas na napisanie tego felietonu.

Na zakończenie zagadka z innej bajki.

Ile jest wydawanych gazet w Płońsku zgodnie z regulaminem jednej z miejscowych instytucji?

3

A jakie?

Płońszczak, Wirtualny Płońsk i … Tygodnik Ciechanowski.

Jak widać niektórym się marzy Płońsk bez naszej Extra gazety. Miejmy nadzieję, że się tego nie doczekają na swoim ważnym stanowisku.

Marcin Łobko

bookmark_borderPolityka jest brudna?

Tak jak postrzegamy polityków takich też i mamy. Polityka jest brudna, a posłowie to nieroby chlejący wódę za publiczne pieniądze, pomimo tego mają po dwa domy i trzy samochody.

W poprzedni piątek posłowie „potwierdzili” nasze spostrzeżenia. Co charakterystyczne debata nad reformą emerytalną była spokojna. Wprawdzie była przerywana wnioskami o przerwę na … różne sprawy w tym na ubolewanie przed związkowcami z Solidarności w wykonaniu Ludwika Dorna. Dorn chciał 20 minut – Kopacz dała mu 15. Nie wiem czy ubolewanie było skuteczne, ale jednak było.

Przerwy były oczywiście potrzebne nie na ubolewanie, nie na przemyślenia ale najprawdopodobniej na ściągnięcie posłów zarówno opozycji i koalicji na głosowanie. Wiadomo – schody długie, droga daleka, a w ubikacji też można się czasem zamknąć.

Kiedy już przegłosowano reformę w ramach oddechu po „nerwówce” trzeba się było odprężyć, adrenalina opadła i … się zaczęło. Poszło jak kula śniegowa.

Tusk pytało o to co się stało z Pisem, że nie zgadza się ze stwierdzeniem, że ludzie przechodzą za wcześnie na emeryturę. Kiedy podpuszczeni posłowie Pisu zaprzeczali okazało się, że cytowane słowa powiedział śp. Lech Kaczyński.

Jarosław Kaczyński odpowiedział, że to nieprawdopodobne wręcz chamstwo, na poziomie marzeń Adolfa Hitlera o losie Polaków.

Palikot chyba się nie zorientował i obruszony stwierdził, że człowiek, który był gotów wysłać własnego brata na śmierć do Smoleńska przyrównał go i jego ugrupowanie do Adolfa Hitlera.

Ktoś krzykał do Kaczyńskiego żeby zadzwonił do brata i sprawdził.

Wskazywany przez Palikota poseł SLD odgryzł się. Stwierdził z mównicy, że to nie on i że Palikot jest podłym kłamcą i domagał się wyjaśnienia „pomówień i oszczerstw, które ten bezideowy cham kieruje” pod jego imieniem.

Czary goryczy dopełnił marszałek Niesiołowski szarpiąc się z kamerą lub dziennikarką Ewą Stankiewicz. Mam wrażenie, że marszałek Niesiołowski jest ostatnio miłośnikiem ruchu niezadowolonych, a czasami nawet ruchu wku…….

I co najbardziej kuriozalne panowie sobie zaszaleli, a wszystko musiała posprzątać kobieta. Ewa Kopacz.